Wpisy archiwalne w miesiącu
Luty, 2020
Dystans całkowity: | 463.58 km (w terenie 0.35 km; 0.08%) |
Czas w ruchu: | b.d. |
Średnia prędkość: | b.d. |
Maksymalna prędkość: | 56.60 km/h |
Suma podjazdów: | 2820 m |
Liczba aktywności: | 11 |
Średnio na aktywność: | 42.14 km |
Więcej statystyk |
Tydzień na młynku /24-29.II.2020, Hrgn/
Sobota, 29 lutego 2020
Kategoria Standardowo
kilosy: | 38.00 | gruntow(n)e: | 0.00 |
czasokres: | śr. km/h: |
Tym razem przesadziłem z tym dojeżdżaniem napędu do końca. ;] Zajechany łańcuch "spadywał" z średniego blatu na młynek co parę metrów, więc przez kilka dni mieliłem na młynku po mieście. ;] A żeby przekraczać 12 km/h to przekaszałem napęd - wszak i tak zużyty - walcząc na małych zębatkach także z tyłu, co tylko utwierdziło mnie w wątpliwościach, jak mogą normalnie funkcjonować współczesne napędy typu 1x10 czy nawet 1x11, do których powoli "dojrzewałem" (i ogólnie do nowego roweru typu przełaj).
Było parę fajnych ataków zimy (śnieżyce po wyjściu z pracy o 6 nad ranem - to miło :) )
Było też grubo soli - tej sztycy już chyba nigdy nie wyciągnę, mimo hektolitrów odrdzewiaczy. :/
Obserwowałem Januszy zimowego utrzymania dróg w akcji: najpierw moją ulicą przeleciała solarka, a po kwadransie, jak wszystko się rozpuściło, to przejechał pług i zgarnął całą słoną wodę na skraj ulicy - w sam raz dla rowerzystów. ;))
Inne anegdotki:
1) Zasłyszane na mieście (Janusz do Janusza): no, ten wirus, wiesz, krowawirus czy jakoś tak...
2) Somsiad (Janusz badylarstwa, w sensie ogrodnictwa), po dłuższej przerwie zobaczył mnie pod domem z Huraganem. Widział ten słynny ;) rower już wiele razy, ale zagaił w te słowy:
- o, znów jakiś nowy rower?
xDDDD
Luty kończę ekstremalnie małym dystansem. :/ No cóż, najpierw było za ciepło, a później miałem zbyt zajechany napęd. ;p
No i ogólnie w tym roku słabo - dopiero co przekroczyłem 1 kkm. Wymówka - jak wyżej. ;pp
W środę była 35. miesięcznica pożaru w rodzinnym igloo...

... boli bez przerwy...
Było parę fajnych ataków zimy (śnieżyce po wyjściu z pracy o 6 nad ranem - to miło :) )
Było też grubo soli - tej sztycy już chyba nigdy nie wyciągnę, mimo hektolitrów odrdzewiaczy. :/
Obserwowałem Januszy zimowego utrzymania dróg w akcji: najpierw moją ulicą przeleciała solarka, a po kwadransie, jak wszystko się rozpuściło, to przejechał pług i zgarnął całą słoną wodę na skraj ulicy - w sam raz dla rowerzystów. ;))
Inne anegdotki:
1) Zasłyszane na mieście (Janusz do Janusza): no, ten wirus, wiesz, krowawirus czy jakoś tak...
2) Somsiad (Janusz badylarstwa, w sensie ogrodnictwa), po dłuższej przerwie zobaczył mnie pod domem z Huraganem. Widział ten słynny ;) rower już wiele razy, ale zagaił w te słowy:
- o, znów jakiś nowy rower?
xDDDD
Luty kończę ekstremalnie małym dystansem. :/ No cóż, najpierw było za ciepło, a później miałem zbyt zajechany napęd. ;p
No i ogólnie w tym roku słabo - dopiero co przekroczyłem 1 kkm. Wymówka - jak wyżej. ;pp
W środę była 35. miesięcznica pożaru w rodzinnym igloo...

... boli bez przerwy...
W góry... przed pracą :) /Kowary, Karpacz, Hrgn/
Poniedziałek, 24 lutego 2020
Kategoria Nielicho
kilosy: | 50.84 | gruntow(n)e: | 0.00 |
czasokres: | śr. km/h: |

/Dom Kata w Kowarach/
Możliwość kopsnięcia się w góry przed pracą to jasna strona pracowania na III zmianę w Jeleniej Górze. Jasna strona takiej pracy istnieje. ;))

Takie tam przed pracą ;) © Morsowy

PKP Mysłakowice - tuż przed Karpaczem... © Morsowy

/Szpital Wysoka Łąka w Kowarach/

/widok ze szpitala Wysoka Łąka/
Jakimś cudem nie dali zarosnąć tej Łące badylami - no i jak widać, warto. ;p
Tymczasem po sąsiedzku drugi pałac z drugim szpitalem (w małym miasteczku!)...

/Szpital Bukowiec/
... a widok z niego... zarośnięty badylami (zmarnowany) ;p

/widok ze szpitala Bukowiec, w tle Przełęcz Kowarska/
Miałem się kopsnąć do źródełka pod Przełęczą, ale nie zdążyłem. Jednak w drodze powrotnej uznałem, że jednak mam nadmiar czasu (xD) i kopsnąłem się jeszcze przed Ściegny do Karpacza:

W Karpaczu było fajnie, bo ruch (w dzień roboczy) był znośny. Chociaż na dojazdówce do Karpacza tradycyjnie był nieznośny - jak zawsze by przekroczyć tę drogę w poprzek, trzeba sobie wziąć coś na uspokojenie, przeczytać ze dwie książki, albo się zdrzemnąć. ;]
Podjazdy: 474 m. Srogich podjazdów brak, ale przy totalnie zajechanym napędzie i tak były problemy. ;]
Michałowice - Śnieżnych Kotłów najbliższe okolice i Jagniątków - pełen niezłych zakątków ;) /Hrgn/
Sobota, 22 lutego 2020
Kategoria Nielicho, Odkrywczo
kilosy: | 42.70 | gruntow(n)e: | 0.00 |
czasokres: | śr. km/h: |
Tym razem Jagniątków i Michałowice - przejechane w takiej kolejności pozwoliły podjeżdżać do J. niemęcząco, bo pod osłoną wzgórz, za to zjazd z M. był z wiatrem przodo-bocznym, dzięki czemu nie zabiłem się na zjazdach :)
Choć i tak rekord na serpentynie miałem 56,6 ;]
Ale najpierw przejechałem przez Sobieszów... co powiecie na taki wiatr??? :D


Trzeba przyznać, że to była januszerka pełną gębą. ;]
Kwitnące drzewo - w styczniu kwitło, w lutym przekwitło :D

Tymczasem w Jagniątkowie wyhaczyłem parę bocznych dróg, gdzie piękno mieszało się z brzydotą (rudery, hałdy śmieci). Trafiły się nawet relikty rolnictwa. :)


Czarny Kocioł Jagniątkowski potraktowałem w cz-b:

No i cyk! Michałowice i ścisła czołówka najlepszych widoków w Karkonoszach:

Michałowice - najbliższe Śnieżnym Kotłom okolice :) © Morsowy
Mało tego - załapały się (ł)owieczki - prawie jak w Tatrach (w Karkonoszach jest to wielce rzadka sprawa) :O

I jeszcze te bajorka do morsowania - prawdziwa idylla... O_O
/chociaż JAGNIĘcina bardziej pasowałaby do JAGNIĄtkowa ;) /
Zjeżdżając pod wiatr powyżej 5 paczek wiatr mnie strzaskał po mordzie, niczym Robert Biedroń rodzoną matkę LOL
Fajni ci liderzy lewicy - tacy nie za lewicowi. :)
Jeden wróg przemocy domowej i zarazem aktor grający uosobienie łagodności, natrzaskał rodzonej matce i młodszemu bratu, inny zaś (Kijowski), lider walki o praworządność, w nosie ma alimenty i wyroki sądów, bo bardziej woli drogie gadżety...
Czy ktoś jeszcze kupuje te wszystkie lewicowe bajeczki? :)
Choć i tak rekord na serpentynie miałem 56,6 ;]
Ale najpierw przejechałem przez Sobieszów... co powiecie na taki wiatr??? :D


Trzeba przyznać, że to była januszerka pełną gębą. ;]
Kwitnące drzewo - w styczniu kwitło, w lutym przekwitło :D

Tymczasem w Jagniątkowie wyhaczyłem parę bocznych dróg, gdzie piękno mieszało się z brzydotą (rudery, hałdy śmieci). Trafiły się nawet relikty rolnictwa. :)


Czarny Kocioł Jagniątkowski potraktowałem w cz-b:

No i cyk! Michałowice i ścisła czołówka najlepszych widoków w Karkonoszach:

Michałowice - najbliższe Śnieżnym Kotłom okolice :) © Morsowy
Mało tego - załapały się (ł)owieczki - prawie jak w Tatrach (w Karkonoszach jest to wielce rzadka sprawa) :O

I jeszcze te bajorka do morsowania - prawdziwa idylla... O_O
/chociaż JAGNIĘcina bardziej pasowałaby do JAGNIĄtkowa ;) /
Zjeżdżając pod wiatr powyżej 5 paczek wiatr mnie strzaskał po mordzie, niczym Robert Biedroń rodzoną matkę LOL
Fajni ci liderzy lewicy - tacy nie za lewicowi. :)
Jeden wróg przemocy domowej i zarazem aktor grający uosobienie łagodności, natrzaskał rodzonej matce i młodszemu bratu, inny zaś (Kijowski), lider walki o praworządność, w nosie ma alimenty i wyroki sądów, bo bardziej woli drogie gadżety...
Czy ktoś jeszcze kupuje te wszystkie lewicowe bajeczki? :)
W góry bezpośrednio po pracy :) /dpd 17-21.II.2020, Hrgn/
Piątek, 21 lutego 2020
Kategoria Nielicho, Standardowo
kilosy: | 54.00 | gruntow(n)e: | 0.00 |
czasokres: | śr. km/h: |
Możliwość kopsnięcia się w góry bezpośrednio po pracy to jasna strona pracy w Jeleniej Górze. Jasna strona takiej pracy istnieje. ;))
Góry w pracy widzę codziennie (o ile pozwala pogoda i jest dzień ;) ): z obu "moich" okien widzę Szrenicę, z WC widać panoramę wschodniej połowy Karkonoszy, a z przyzakładowego tarasu widać 100%, pełną panoramę całych gór. :)))
Takoż i na dojeździe - najbardziej trywialna i nudna trasa w moim przypadku wygląda tak (zdjęcia "pożyczone" z wpisu niedzielnego):

Takie tam spod pracy... © Morsowy

;))
W czwartek, jak rzadko kiedy, powietrze było krystaliczne i musieli mnie siłą wyrywać z tarasu i zaganiać do roboty. ;))
Tak nakręcony, bezpośrednio po robocie pojechałem do Szklar. Por., choć oczywiście zdążyło się już zachmurzyć. ;]
Podjazdy po 10-14% z plecakiem, pod wiatr, po 3 godz. spania i 8 pracy to dopiero połowa biedy - drugie pół to zajechany napęd, który działał na granicy swoich możliwości...
A trzecia połowa biedy (teraz dopiero zrozumiałem porzekadło "jak półtora nieszczęścia" :D ) - tohamulce hamulec: tylko jeden i to mocno dojechany (wciąż oryginalny, z 2011 r. :) ). Trudno było się wyrobić na niektórych zakrętach... :>
Ale było warto się pomęczyć, bo zastałem jeszcze śnieg w Szklarskiej, o którym w Jeleniej dawno nikt nie pamięta (!).
Granica śniegu przebiegała praktycznie równo z granicą 500+ (m n.p.m.) co oznacza, że bez śniegu w całym miasteczku była tylko 1 (JEDNA) posesja (Rezydencja Piastowska). Niesamowita sprawa. :)) ;p
Anegdoty z dojazdu:
- sprzedawczyni w sklepie (babochłop ok. 50tki ;p) waliła do mnie "na Ty" :O Dobrze, że nigdy nie kupuję alko, bo bez dowodu pewnie nigdzie bym nie dostał xDD
- w Sobieszowie dogonił mnie szoszon (no co, na płaskim ;p ) i wypytywał o drogę, choć wszystko i tak "wiedział" lepiej - choć guzik wiedział. ;p Uwielbiam takich specjalistów od wszystkiego - nawet co do morsowania i monocykli sporo osób mnie już pouczało. xDD
Oto najpierw zapytał, czy to jest Jagniątków xDD /Zakopane, kułła.../
A jak mu pojaśniłem, że J. jest na zboczu Karkonoszy, parę km dalej, to zaczął kręcić nosem i zapytał, jak z J. dojedzie do Podgórzyna xD
No to ja, że lasem, ale to raczej nie szosą (przełajem?)
Na co on, że z J. do P. jest asfalt, bo już tak parę lat temu jechał xDDD
Pozdro dla zorientowanych... ;]
Góry w pracy widzę codziennie (o ile pozwala pogoda i jest dzień ;) ): z obu "moich" okien widzę Szrenicę, z WC widać panoramę wschodniej połowy Karkonoszy, a z przyzakładowego tarasu widać 100%, pełną panoramę całych gór. :)))
Takoż i na dojeździe - najbardziej trywialna i nudna trasa w moim przypadku wygląda tak (zdjęcia "pożyczone" z wpisu niedzielnego):

Takie tam spod pracy... © Morsowy

;))
W czwartek, jak rzadko kiedy, powietrze było krystaliczne i musieli mnie siłą wyrywać z tarasu i zaganiać do roboty. ;))
Tak nakręcony, bezpośrednio po robocie pojechałem do Szklar. Por., choć oczywiście zdążyło się już zachmurzyć. ;]
Podjazdy po 10-14% z plecakiem, pod wiatr, po 3 godz. spania i 8 pracy to dopiero połowa biedy - drugie pół to zajechany napęd, który działał na granicy swoich możliwości...
A trzecia połowa biedy (teraz dopiero zrozumiałem porzekadło "jak półtora nieszczęścia" :D ) - to
Ale było warto się pomęczyć, bo zastałem jeszcze śnieg w Szklarskiej, o którym w Jeleniej dawno nikt nie pamięta (!).
Granica śniegu przebiegała praktycznie równo z granicą 500+ (m n.p.m.) co oznacza, że bez śniegu w całym miasteczku była tylko 1 (JEDNA) posesja (Rezydencja Piastowska). Niesamowita sprawa. :)) ;p
Anegdoty z dojazdu:
- sprzedawczyni w sklepie (babochłop ok. 50tki ;p) waliła do mnie "na Ty" :O Dobrze, że nigdy nie kupuję alko, bo bez dowodu pewnie nigdzie bym nie dostał xDD
- w Sobieszowie dogonił mnie szoszon (no co, na płaskim ;p ) i wypytywał o drogę, choć wszystko i tak "wiedział" lepiej - choć guzik wiedział. ;p Uwielbiam takich specjalistów od wszystkiego - nawet co do morsowania i monocykli sporo osób mnie już pouczało. xDD
Oto najpierw zapytał, czy to jest Jagniątków xDD /Zakopane, kułła.../
A jak mu pojaśniłem, że J. jest na zboczu Karkonoszy, parę km dalej, to zaczął kręcić nosem i zapytał, jak z J. dojedzie do Podgórzyna xD
No to ja, że lasem, ale to raczej nie szosą (przełajem?)
Na co on, że z J. do P. jest asfalt, bo już tak parę lat temu jechał xDDD
Pozdro dla zorientowanych... ;]
Gór skrajem pod Okrajem i sroga wichura na Wichrowej Równinie /Kr/
Niedziela, 16 lutego 2020
Kategoria Nielicho, Odkrywczo
kilosy: | 55.45 | gruntow(n)e: | 0.10 |
czasokres: | śr. km/h: |

heh ;]
Tradycyjnie już w weekend ekspedycja do radoczynnych źródeł po
Oczywiście nie zabrakło paru dygresji - czyli zboczeń z trasy do "nieodkrytych" zakątków:

W okolicy Kostrzycy... © Morsowy
"Wasza" alejka wierzbowa - z jednego końca był widok na góry, a teraz widoczek z drugiego końca:

Fajny to przysiółek: dwa pałace- szpitale, garstka domków na południowych zboczach (a jednak można!) z widokiem na Karki i choć to niewielka osada, to mają fajny, własny kościółek/kaplicę:

Widok z torów do Karpacza, które są w trakcie przejęcia przez woj. dolnośląskie, celem odtworzenia połączenia (jednak można!):

Póki co wycięto badyle, jakimi te tory zarosły :) /
;p




Na Wichrowej Równinie była totalna masakra - dawno mnie tak nie przewiało. 2 razy zatrzymałem się, bo bałem się jechać, mimo że akurat tam jest odcinek z szerokim pasem awaryjnym...

... a raz zatrzymałem się, bo padłem - przy zaledwie 6-7% podjeździe! ;p
Od źródeł oczywiście sprowadzałem. Dla oszczędzenia hamulców na raptem kilkusetmetrowym odcinku serpentyn, polazłem na przełaj, po śniegu... i po kolcach jeżyn, malin i dzikich róż. xD

Wreszcie jakiś aktywniejszy weekend, łącznie ponad 80 km na Krossie, czyli... 0,2% dystansu brakującego do celu. ;]
Znów za ciepło - zwłaszcza z 5kg ładunkiem na plecach i z wiatrem w plecy. ;]
Folwark Sobieszów /Kr/
Sobota, 15 lutego 2020
Kategoria Nielicho
kilosy: | 31.31 | gruntow(n)e: | 0.15 |
czasokres: | śr. km/h: |
100 kkm na oryginalnych hamulcach jest moją inspiracją, do celu pozostało ponad 38,5%...
Drugą moją inspiracją jest przejechanie 25 lat na jednej oponie "Dębica". Tzn. aktualnie mam od kilku raptem lat z tyłu oponkę z II.1997 (starsza niż rower). Nie wiem, ile przejechała, zanim ją kupiłem, ale na oko - sporo. Do celu pozostały 24 miesiące...
Dziś kolejna zimowa-niezimowa wycieczka w słońcu i bez śniegu, choć (jak prawie każdego dnia tej zimy) góry wokół Kotliny są ośnieżone włącznie z górskimi miejscowościami (acz z nimi to już różnie bywa, raczej tak na styk). Niesamowite klimaty...
Trasa do Piechowic (centrum, Pakoszów i Piastów), przez Sobieszów. Tamże, w samym centrum tej dzielnicy (a nawet samodzielnego miasta w latach 1962-1976), u stóp góry i zamku Chojnik, rozpościerają się ruiny folwarku oraz stoi Pałac, który był następcą zrujnowanego Zamku Chojnik.
Szkoda, że nie żyłem w czasach świetności "miejskiego folwarku". ;)
"14 sierpnia 2013 budynek został przekazany Karkonoskiemu Parkowi Narodowemu w celu utworzenia centrum edukacyjnego. Realizacja Centrum Muzealno-Edukacyjnego Karkonoskiego Parku Narodowego – Pałac Sobieszów ma trwać do roku 2019. "
xD
Oto minęło owe 6 lat i remont... właśnie ruszył. ;]

Aż się prosi pojechać klasyką Sienkiewicza ;) tj.: "HDKK" ;]

Pod słynnym zamkiem... Z tym, że zamek nawet w ruinie jest piękny...

Bodaj jedyny ocalały portal:

Jakimś cudem ocalały portal na sobieszowskim folwarku © Morsowy
...
Tymczasempieseł Super-dog w Pie(seł)chowicach wciąż ma ubranko - przy +7* o_O

Drugą moją inspiracją jest przejechanie 25 lat na jednej oponie "Dębica". Tzn. aktualnie mam od kilku raptem lat z tyłu oponkę z II.1997 (starsza niż rower). Nie wiem, ile przejechała, zanim ją kupiłem, ale na oko - sporo. Do celu pozostały 24 miesiące...
Dziś kolejna zimowa-niezimowa wycieczka w słońcu i bez śniegu, choć (jak prawie każdego dnia tej zimy) góry wokół Kotliny są ośnieżone włącznie z górskimi miejscowościami (acz z nimi to już różnie bywa, raczej tak na styk). Niesamowite klimaty...
Trasa do Piechowic (centrum, Pakoszów i Piastów), przez Sobieszów. Tamże, w samym centrum tej dzielnicy (a nawet samodzielnego miasta w latach 1962-1976), u stóp góry i zamku Chojnik, rozpościerają się ruiny folwarku oraz stoi Pałac, który był następcą zrujnowanego Zamku Chojnik.
Szkoda, że nie żyłem w czasach świetności "miejskiego folwarku". ;)
"14 sierpnia 2013 budynek został przekazany Karkonoskiemu Parkowi Narodowemu w celu utworzenia centrum edukacyjnego. Realizacja Centrum Muzealno-Edukacyjnego Karkonoskiego Parku Narodowego – Pałac Sobieszów ma trwać do roku 2019. "
xD
Oto minęło owe 6 lat i remont... właśnie ruszył. ;]

Aż się prosi pojechać klasyką Sienkiewicza ;) tj.: "HDKK" ;]

Pod słynnym zamkiem... Z tym, że zamek nawet w ruinie jest piękny...

Bodaj jedyny ocalały portal:

Jakimś cudem ocalały portal na sobieszowskim folwarku © Morsowy
...
Tymczasem

Reakcja łańcuchowa ;) /Hrgn, 9-15.II.2020/
Sobota, 15 lutego 2020
Kategoria Standardowo
kilosy: | 50.04 | gruntow(n)e: | 0.00 |
czasokres: | śr. km/h: |
Jakby mało było dewastacji Huragana, to jeszcze ostatnio pada mi napęd. Łańcuch wyciąga się w oczach, a to raptem 7,4 kkm, grrr. :/
Jazda bynajmniej nie jest przyjemna, każdy pagórek to problem, a w piątek to już napęd wołał o pomstę do mechanika. ;))
Dziś (sb) chciałem tylko dokręcić do w miarę równych 7 400 km, ale łańcuch zrobił mi na przekór i wydobrzał trochę. Niechybnie w tygodniu roboczym znów zastrajkuje tysiącemtóg ogniw. ;))
30 km w tygodniu + 20 w sobotnią noc po mieście - dawno tego nie było. Przynajmniej nie miałem poczucia, że się wlekę. ;)
Teraz pozostaje dylemat, kiedy powiedzieć sobie dość - tym bardziej, że reakcją łańcuchową jest niszczenie sobie przy okazji w miarę nowej korby... Na razie trwam, głównie po to, aby zrobić "sprzęciarzom" i gadżeciarzom na złość. ;D;D

heh ;)
Akurat w Jeleniej Dziurze takie spotkania nie grożą: tu prawie nikt nie jeździ rowerem (!) a zdecydowana większość madek wyjechała.
PS. dziś kolejny Sebix za przeproszeniem odlewał się w biały dzień na mieście. Tym razem przynajmniej w bramę sąsiadów.. ;)
Jazda bynajmniej nie jest przyjemna, każdy pagórek to problem, a w piątek to już napęd wołał o pomstę do mechanika. ;))
Dziś (sb) chciałem tylko dokręcić do w miarę równych 7 400 km, ale łańcuch zrobił mi na przekór i wydobrzał trochę. Niechybnie w tygodniu roboczym znów zastrajkuje tysiącem
30 km w tygodniu + 20 w sobotnią noc po mieście - dawno tego nie było. Przynajmniej nie miałem poczucia, że się wlekę. ;)
Teraz pozostaje dylemat, kiedy powiedzieć sobie dość - tym bardziej, że reakcją łańcuchową jest niszczenie sobie przy okazji w miarę nowej korby... Na razie trwam, głównie po to, aby zrobić "sprzęciarzom" i gadżeciarzom na złość. ;D;D

heh ;)
Akurat w Jeleniej Dziurze takie spotkania nie grożą: tu prawie nikt nie jeździ rowerem (!) a zdecydowana większość madek wyjechała.
PS. dziś kolejny Sebix za przeproszeniem odlewał się w biały dzień na mieście. Tym razem przynajmniej w bramę sąsiadów.. ;)
Rozkminki z wycinki ;) /Kr/
Niedziela, 9 lutego 2020
Kategoria Nielicho
kilosy: | 21.88 | gruntow(n)e: | 0.00 |
czasokres: | śr. km/h: |
Nie wiem, o co tu chodzi: plac zabaw w starym sadzie, a przy przedszkolu ciekawy.. kościółek? kaplica? ale bez żadnych opisów i napisów... Nieczynny? Ale wyremontowany? hmm..

Drugi raz w życiu widzę znak dotyczący motorowerów (pierwszy był w B-szczy a ten jest na cmentarzu w Sobieszowie):

A motocyklem można? ;) Dziwny i b. rzadki zakaz w Sobieszowie © Morsowy
Jeśli dobrze rozumiem, to motocyklami wolno jeździć. ;))
Taki przerażający badyl nad drogą - aż się włos na głowie jeży. I to akurat, gdy rozkręcała się ostatnia wichura o_O

W dodatku badyl rośnie (rósł?) u samych stóp gór, gdzie wieje najlepszy "halny" - taki z pierwszego tłoczenia. ;)
Na szczęście usunięto makabryczne badyle kawałek dalej - rosły tuż przy samej drodze z Podgórzyna do Jeleniej G. Zapodawałem je już kiedyś, ale teraz pojawił się na nich ślad pseudo-eko-Petru-fanatyka, przedkładającego badyle (topole!) nad ludzkie życie. Być może i własne...

Po jakiemu to??? xDDD Chyba, że to pisali Gretyni od tej małej ze Szwecji - wszak ostatnio pono wizytowali Polskę. ;>
Nie do wiary, że lewagi naprawdę wolą życie badyli od życia ludzi, tudzież bronią życia zwierząt, jednocześnie za nic mając życie nienarodzonych dzieci. o_O
Klasyczna "płaska pętla" przez Sobieszów i Podgórzyn. "Do" z silnym wiatrem czołowym a powrót z jeszcze silniejszym wiatrem w plecy, który to dokuczał mi bardziej xDD gdyż bardzo trudno tak się jeździ po mieście w sposób bezhamulcowy. :D

Drugi raz w życiu widzę znak dotyczący motorowerów (pierwszy był w B-szczy a ten jest na cmentarzu w Sobieszowie):

A motocyklem można? ;) Dziwny i b. rzadki zakaz w Sobieszowie © Morsowy
Jeśli dobrze rozumiem, to motocyklami wolno jeździć. ;))
Taki przerażający badyl nad drogą - aż się włos na głowie jeży. I to akurat, gdy rozkręcała się ostatnia wichura o_O

W dodatku badyl rośnie (rósł?) u samych stóp gór, gdzie wieje najlepszy "halny" - taki z pierwszego tłoczenia. ;)
Na szczęście usunięto makabryczne badyle kawałek dalej - rosły tuż przy samej drodze z Podgórzyna do Jeleniej G. Zapodawałem je już kiedyś, ale teraz pojawił się na nich ślad pseudo-eko-Petru-fanatyka, przedkładającego badyle (topole!) nad ludzkie życie. Być może i własne...

Po jakiemu to??? xDDD Chyba, że to pisali Gretyni od tej małej ze Szwecji - wszak ostatnio pono wizytowali Polskę. ;>
Nie do wiary, że lewagi naprawdę wolą życie badyli od życia ludzi, tudzież bronią życia zwierząt, jednocześnie za nic mając życie nienarodzonych dzieci. o_O
Klasyczna "płaska pętla" przez Sobieszów i Podgórzyn. "Do" z silnym wiatrem czołowym a powrót z jeszcze silniejszym wiatrem w plecy, który to dokuczał mi bardziej xDD gdyż bardzo trudno tak się jeździ po mieście w sposób bezhamulcowy. :D
Ja wiedziałem, że tak będzie ;) /Karki, korki i Hrgn/
Sobota, 8 lutego 2020
Kategoria Nielicho
kilosy: | 31.18 | gruntow(n)e: | 0.00 |
czasokres: | śr. km/h: |
W sobotę obudziłem się o 14:43 nad ranem. :) Nic śmiesznego, zważywszy na pracę do 6 rano a później spanie z wieloma przerwami (pozdro dla sąsiadek CZaskających drzwiami...).
Już 18 minut później startowałem na rowerze, więc trochę czasu nadgoniłem. ;)
Ale coś mi odwaliło i pojechałem DK3, na której był niemal ciągły sznur ceprowozów jadących do Szklar. Por. - to było do przewidzenia w słoneczną sobotę i ferie. :/
Jak słońce to i widoki - ja wiedziałem, że tak będzie... i wziąłem łaskawie aparat. ;]
Chojnik, Śnieżka...

a ten kompleks fabryk na dole, w Piechowicach, to "Centrum Drewna" - widoczne po prawej. Zapewne drewna karkonoskiego... :/
Smog taki, że nie widać, czy Śnieżne Kotły są faktycznie śnieżne...

Dym pod kotłami - zupełnie jak w piekle. ;) ;p
/Nie przeoczcie: tuż nad Kotłami wylatuje zza nich samolocik - widok był to zacny, ino popsuty aparatem :( /
Do Szklar. Por. nie dojechałem, bo bym nie wrócił za widnego. :/
Takie tam na Orlenie w Jeleniej (granica Cieplic i Sobieszowa)..

i - opodal - pierwsza jeleniogórska "elektryczna" tablica (pierwsza widziana przez mnie jak i w ogóle pierwsza w mieście):

Kiedy elektromobilność i ogólnie - zeroemisyjność, będą standardem i normalnością? Raczej tego nie dożyję, a smog może być spokojny. ;))
Już 18 minut później startowałem na rowerze, więc trochę czasu nadgoniłem. ;)
Ale coś mi odwaliło i pojechałem DK3, na której był niemal ciągły sznur ceprowozów jadących do Szklar. Por. - to było do przewidzenia w słoneczną sobotę i ferie. :/
Jak słońce to i widoki - ja wiedziałem, że tak będzie... i wziąłem łaskawie aparat. ;]
Chojnik, Śnieżka...

a ten kompleks fabryk na dole, w Piechowicach, to "Centrum Drewna" - widoczne po prawej. Zapewne drewna karkonoskiego... :/
Smog taki, że nie widać, czy Śnieżne Kotły są faktycznie śnieżne...

Dym pod kotłami - zupełnie jak w piekle. ;) ;p
/Nie przeoczcie: tuż nad Kotłami wylatuje zza nich samolocik - widok był to zacny, ino popsuty aparatem :( /
Do Szklar. Por. nie dojechałem, bo bym nie wrócił za widnego. :/
Takie tam na Orlenie w Jeleniej (granica Cieplic i Sobieszowa)..

i - opodal - pierwsza jeleniogórska "elektryczna" tablica (pierwsza widziana przez mnie jak i w ogóle pierwsza w mieście):

Kiedy elektromobilność i ogólnie - zeroemisyjność, będą standardem i normalnością? Raczej tego nie dożyję, a smog może być spokojny. ;))
Ochłapy (i ochlapy) jazdy /1-8.II.2020, Hrgn/
Sobota, 8 lutego 2020
Kategoria Standardowo
kilosy: | 37.50 | gruntow(n)e: | 0.00 |
czasokres: | śr. km/h: |

/pamiętacie zlot retro-rowerów w Jeleniej? Dostałem takE torbE, a chyba jeszcze się nie pochwaliłem. ;) /
Co do tytułu, to bardziej ochlapy, bo jechałem ochlapany. ;) Szczególnie we wtorek, kiedy to trafiłem w anty-okienko pogodowe: śnieżyca z gradzinami o bardzo ostrych krawędziach - mordo ty moja... ;]
Oczywiście jak tylko wróciłem, to przestało sypać, a nawet się przejaśniło. xD
Najśmieszniejsze, że poniedziałek miałem wolny, a wtorek wolny do 22-giej i w tak długi weekend przejechałem... 8,5 km. ;]
W tygodniu roboczym, zakończonym w sobotę o 6 nad ranem - niewiele lepiej. Przynajmniej na chwilę się zabieliło. ;)
Na pociechę - najnowsze anegdotki o Huraganie:
Sebix na dzielni:
- a a a ale śmieszny rower!
;D;D
Kolarz po cywilnemu, zostawiając wypasionego KTMa (szosę) pod sklepem bez zapięcia (:OOO):
- fajny Huragan!
xDDD