Polowanie na Wilka i innych uczestników ultramaratonu z zupełnie nieoczekiwanym zakończeniem dnia /Hrgn/
Sobota, 24 sierpnia 2013
Kategoria Nielicho
kilosy: | 94.00 | gruntow(n)e: | 2.00 |
czasokres: | śr. km/h: |
/na dobry początek/ ;)

Chyba każden śledzi, a przynajmniej powinien ;) Maraton Rowerowy Dookoła Polski (3130km z limitem czasu 10 dni!), w którym to startuje także parę osób z BS.
Pomyślałem, że może na coś się mogę przydać i zabrałem pół plecaka części, lampek, medykamentów itp., a nawet PIERWSZY RAZ W ŻYCIU zapasową dętkę :) bynajmniej nie dla siebie (zupełnie w nie swoim rozmiarze). :)
Właściwie to niczego zapasowego nigdy nie wożę. :)
Zerwałem się o 6 NAD RANEM by o 8 być w Gozdnicy, na trasie Maratonu. Szacowałem, że przyczaiłem się na Wilczka ze sporym wyprzedzeniem, a tymczasem... dawno już śmignął!
Pętałem się ze 2 godziny po Gozdnicy "podziwiając" co się NIE zmieniło przez ostatnie parę lat w tej najbardziej prounijnej (w referendum) miejscowości (96% "za"!). Na oko nie zmieniło się zupełnie nic, za wyjątkiem poparcia dla UE, no i powyjeżdżały resztki młodego pokolenia...
Dla zabicia czasu dobry mors zbierał z trasy szkła i inne żelastwo - aż się zmęczyłem od ciągłego schylania - co 1-2 m jakieś paskudztwo!


Po udrożnieniu miasteczka ruszyłem "pod prąd" trasy Maratonu, w jej bodaj najpodlejszy odcinek:


Część dziur świeżo co zalepiono grysikiem, dzięki czemu było tam wszystko: lepka smoła, luźny grysik no i dziury.

I sterczące tory:

I tak 9 km, a ludzie na kolarkach...
Dalej było niewiele lepiej, wciąż tylko drzewa i dziury w drodze...
Aż do 13:30 nie minąłem nikogo, aż zacząłem myśleć, jak oni wszyscy pomieścili się w porannym szynobusie. ;)))
O 13:30 śmignął koło mnie zawodnik nr 14, ale zgapiłem się bo rozbiłem sobie "biwak" na poboczu i zanim się pozbierałem to gość (nie znany mi) znikał już na horyzoncie... ostre tempo po 2360 kiloskach! Niepojęte...
Trochę pojeździłem polnymi i leśnymi drogami w pobliskości trasy (w tym odcinkiem wysadzanym tłuczoną porcelaną - na kolarce! :) ), dzięki czemu spotkałem wspomniane już ;) krówki których zdjęcie pewnie podwoi ilość wyświetleń wpisu. ;p



O 14 spotykam samego (dosłownie i w przenośni) Dyrektora MRDP, co go nie ma na BS, ale zna go wielu bikestatecznych (wielokrotny uczestnik wszystkiego co rowerowe).


Bardzo skromny człek, fizycznie też pozornie niepozorny, ale swoje cisnął (czwarta pozycja). Sugerował mi, że wytrenowanie jest ważniejsze od warunków fizycznych i sprzętu. Niby tak, ale nie w moim przypadku. ;)
Gdy się zaczął najgorszy odcinek to Go opuściłem. :)

Powrót na upatrzone pozycje i w końcu zgarnąłem Waxmunda z BS, też wybitna postać w rowerowym półświatku. ;)
Jechał 25km/h i się zżynał, że nie może już szybciej (po ponad 2300km), a ja tyle to mogę jechać tylko na świeżo. ;p
Ja Go znałem z BS, ale On mnie nie znał. ;p Tak więc nadrobił braki. ;)
Takoż i jego doprowadziłem tylko do najgorszego odcinka. ;p


Aż do 19 (11h? kiedy to minęło?) snułem się po lesie, ale już bezowocnie.
Jako że już nie mogłem patrzeć na dziury i drzewa, to zafundowałem sobie przejazd szynobusem do Żar, a w szynobusie centralnie napotykam, (niemal) zupełnie przypadkowo Kosmę z Tomkiem i z 5-cio kołowym zestawem 2 rowerów. ;)
I też jechali do Żar, do "starych" rowerowych znajomych, którzy notabene razem z Kosmą swego czasu także popełnili objazd dookoła Polski (turystycznie).
Nawet dałem się zwerbować im na chatę, bo to najbliżsi topograficznie bikestatowicze, a wciąż się dotąd jakoś nie poznaliśmy...


Najpierw mnie zagadali do ciemka, a później nawet udało się im przenocować mnie, oczywiście po wielogodzinnej "libacji" ;) z tematami przewodnimi głównie okołorowerowymi, więc było epicko. ;)
I nareszcie ludzie (poza "wirtualnymi") z którymi się dobrze rozumiałem. No może tylko co do mono to nie do końca. ;))
Obczailiśmy na mrdp.pl, że Waxmund przekręcił mój nick i napisał że jechał z BORYSEM no i odtąd mam u Ich czworga nową ksywkę. ;p;p;p
Bardzo ciekawy dzień, pełen niespodzianek, no i dwa życiowe rekordy: liczby poznanych rowerowych osobistości (4 plus niemowlę ;)), oraz liczby osób z którymi jechałem (łącznie: 6)...
PS. w południe 23* a rano tylko 7! Aż zrezygnowałem z wdziewania samego krótkiego rękawka... :).

Krowa szkocka (?) na pełnym wypasie (mors karmiący krowę, hm...)© mors
Chyba każden śledzi, a przynajmniej powinien ;) Maraton Rowerowy Dookoła Polski (3130km z limitem czasu 10 dni!), w którym to startuje także parę osób z BS.
Pomyślałem, że może na coś się mogę przydać i zabrałem pół plecaka części, lampek, medykamentów itp., a nawet PIERWSZY RAZ W ŻYCIU zapasową dętkę :) bynajmniej nie dla siebie (zupełnie w nie swoim rozmiarze). :)
Właściwie to niczego zapasowego nigdy nie wożę. :)
Zerwałem się o 6 NAD RANEM by o 8 być w Gozdnicy, na trasie Maratonu. Szacowałem, że przyczaiłem się na Wilczka ze sporym wyprzedzeniem, a tymczasem... dawno już śmignął!
Pętałem się ze 2 godziny po Gozdnicy "podziwiając" co się NIE zmieniło przez ostatnie parę lat w tej najbardziej prounijnej (w referendum) miejscowości (96% "za"!). Na oko nie zmieniło się zupełnie nic, za wyjątkiem poparcia dla UE, no i powyjeżdżały resztki młodego pokolenia...
Dla zabicia czasu dobry mors zbierał z trasy szkła i inne żelastwo - aż się zmęczyłem od ciągłego schylania - co 1-2 m jakieś paskudztwo!

W najbardziej prounijnej miejscowości zmian brak© mors

Droga - skansen... (droga wojewódzka Gozdnica - Przewóz)© mors
Po udrożnieniu miasteczka ruszyłem "pod prąd" trasy Maratonu, w jej bodaj najpodlejszy odcinek:

Na DW Ruszów - Gozdnica© mors

Plejady dziur© mors
Część dziur świeżo co zalepiono grysikiem, dzięki czemu było tam wszystko: lepka smoła, luźny grysik no i dziury.

Zazwyczaj wjazd z lubuskiego do dolnośląskiego oznacza skok cywilizacyjny, ale nie tym razem© mors
I sterczące tory:

Droga WOJEWÓDZKA Ruszów - Gozdnica i NIEUŻYWANE tory© mors
I tak 9 km, a ludzie na kolarkach...
Dalej było niewiele lepiej, wciąż tylko drzewa i dziury w drodze...
Aż do 13:30 nie minąłem nikogo, aż zacząłem myśleć, jak oni wszyscy pomieścili się w porannym szynobusie. ;)))
O 13:30 śmignął koło mnie zawodnik nr 14, ale zgapiłem się bo rozbiłem sobie "biwak" na poboczu i zanim się pozbierałem to gość (nie znany mi) znikał już na horyzoncie... ostre tempo po 2360 kiloskach! Niepojęte...
Trochę pojeździłem polnymi i leśnymi drogami w pobliskości trasy (w tym odcinkiem wysadzanym tłuczoną porcelaną - na kolarce! :) ), dzięki czemu spotkałem wspomniane już ;) krówki których zdjęcie pewnie podwoi ilość wyświetleń wpisu. ;p

Młode pokolenie kudłatych krów ;p© mors

Co ja pacze?!© mors

Huragan we włosach ;)© mors
O 14 spotykam samego (dosłownie i w przenośni) Dyrektora MRDP, co go nie ma na BS, ale zna go wielu bikestatecznych (wielokrotny uczestnik wszystkiego co rowerowe).

Daniel Śmieja w tra(n)sie (Dyrektor i uczestnik Maratonu Rowerowego Dookoła Polski)© mors

W czeluściach Borów Dolnośląskich... numer startowy godny bossa (ale pozycja czwarta ;) )© mors
Bardzo skromny człek, fizycznie też pozornie niepozorny, ale swoje cisnął (czwarta pozycja). Sugerował mi, że wytrenowanie jest ważniejsze od warunków fizycznych i sprzętu. Niby tak, ale nie w moim przypadku. ;)
Gdy się zaczął najgorszy odcinek to Go opuściłem. :)

Obczajcie spodenki... ;)© mors
Powrót na upatrzone pozycje i w końcu zgarnąłem Waxmunda z BS, też wybitna postać w rowerowym półświatku. ;)
Jechał 25km/h i się zżynał, że nie może już szybciej (po ponad 2300km), a ja tyle to mogę jechać tylko na świeżo. ;p
Ja Go znałem z BS, ale On mnie nie znał. ;p Tak więc nadrobił braki. ;)
Takoż i jego doprowadziłem tylko do najgorszego odcinka. ;p

Waxmund walczy w czeluściach Borów Dolnośląskich© mors

Waxmund w podskokach (sic!) pędzi do Jagodzina - po lewej widać zielony dom, co w nim w IV.1945 sztab Wojska Polskiego pracował nad ostatecznym forsowaniem Nysy Łuż. i stamtąd przypuszczono ostateczny szturm...© mors
Aż do 19 (11h? kiedy to minęło?) snułem się po lesie, ale już bezowocnie.
Jako że już nie mogłem patrzeć na dziury i drzewa, to zafundowałem sobie przejazd szynobusem do Żar, a w szynobusie centralnie napotykam, (niemal) zupełnie przypadkowo Kosmę z Tomkiem i z 5-cio kołowym zestawem 2 rowerów. ;)
I też jechali do Żar, do "starych" rowerowych znajomych, którzy notabene razem z Kosmą swego czasu także popełnili objazd dookoła Polski (turystycznie).
Nawet dałem się zwerbować im na chatę, bo to najbliżsi topograficznie bikestatowicze, a wciąż się dotąd jakoś nie poznaliśmy...

Światło nie nadążało za plecakiem Tomka ;)© mors

Kobieta-holownik przyczep. ;) Prawdziwa emancypacja w praktyce. :D© mors
Najpierw mnie zagadali do ciemka, a później nawet udało się im przenocować mnie, oczywiście po wielogodzinnej "libacji" ;) z tematami przewodnimi głównie okołorowerowymi, więc było epicko. ;)
I nareszcie ludzie (poza "wirtualnymi") z którymi się dobrze rozumiałem. No może tylko co do mono to nie do końca. ;))
Obczailiśmy na mrdp.pl, że Waxmund przekręcił mój nick i napisał że jechał z BORYSEM no i odtąd mam u Ich czworga nową ksywkę. ;p;p;p
Bardzo ciekawy dzień, pełen niespodzianek, no i dwa życiowe rekordy: liczby poznanych rowerowych osobistości (4 plus niemowlę ;)), oraz liczby osób z którymi jechałem (łącznie: 6)...
PS. w południe 23* a rano tylko 7! Aż zrezygnowałem z wdziewania samego krótkiego rękawka... :).
Komentarze
heh Mors jakie dobre serducho miał o 6 rano wstał żeby śniadanko Wilkowi dać, a 5 lat później to chyba byłby cyjanek :P ;P :)) ??
Katana1978 - 15:58 czwartek, 24 stycznia 2019 | linkuj
niezłe łowy. Mi udało się upolować tylko, 2 choć wśród trofeów był Wilk. Był jednak ranny, siadła mu lampka, a ja goniłem go autem. Waxmund na moim odcinku był już zmęczony i jechał dość wolno, na mój gust zamulając ;-) Trafienie go nie było więc najmniejszym problemem. Faktycznie, odcinek w Lubuskiem miał fatalne nawierzchnie ;-(
4gotten - 21:54 piątek, 30 sierpnia 2013 | linkuj
Krowy są piękne...
Imprezy nie komentuję, bo w takim towarzystwie musiało być świetnie :-) djk71 - 04:56 wtorek, 27 sierpnia 2013 | linkuj
Imprezy nie komentuję, bo w takim towarzystwie musiało być świetnie :-) djk71 - 04:56 wtorek, 27 sierpnia 2013 | linkuj
Ale jakie mają śliczne grzywki:) A ta sierść to pewnie osłona od wiatru w naturalnych, trudnych, szkockich warunkach:)
Ponoć towarzyskie są bardzo i lubią pieszczoty:) alouette - 13:03 poniedziałek, 26 sierpnia 2013 | linkuj
Ponoć towarzyskie są bardzo i lubią pieszczoty:) alouette - 13:03 poniedziałek, 26 sierpnia 2013 | linkuj
hehe, się uśmiałem setnie ;) czo one te krowy? :) nie daleko pada Borys od Morsa kiedy w uszach wicher :D
k4r3l - 10:02 poniedziałek, 26 sierpnia 2013 | linkuj
Fajne te krowy BORYSIE. :)
Natomiast ja wczoraj w kawiarni w Śmiełowie natknąłem się na Morsa. Co prawda był to tylko wentylator pokojowy, ale zawsze. :) A z innych ciekawostek mają tam takie cudo. Nie wiem, czy grające. Nie fotografowałem, bo tak przy ludziach to niby nie wypada. romulus83 - 09:19 poniedziałek, 26 sierpnia 2013 | linkuj
Natomiast ja wczoraj w kawiarni w Śmiełowie natknąłem się na Morsa. Co prawda był to tylko wentylator pokojowy, ale zawsze. :) A z innych ciekawostek mają tam takie cudo. Nie wiem, czy grające. Nie fotografowałem, bo tak przy ludziach to niby nie wypada. romulus83 - 09:19 poniedziałek, 26 sierpnia 2013 | linkuj
Komentować mogą tylko zalogowani. Zaloguj się · Zarejestruj się!